- Dzięki, Sam. Nie wiem, co bym bez ciebie poczęła. – westchnęłam cicho i delikatnie ustałam na prawej stopie. Nie bolała aż tak bardzo, a to wszystko zasługa Carlisle’a.
Mężczyzna nerwowo przebierał z jednej nogi na drugą.
- Nie ma za co. – mruknął, rozglądając się nerwowo.
Wyczułam jego niepokój. Zmarszczyłam czoło i delikatnie puknęłam go po ramieniu.
- Co się dzieje? – spytałam. Zdziwiło mnie, co mogło Sama tak nagle wyprowadzić z równowagi.
Pokręcił głową i spojrzał na mnie spode łba. Nie był akurat na mnie zły. Był zły na kogoś innego. Kogoś, kto właśnie coś przeskrobał.
- Jake. Uważa się za wielkiego dzielnego chłopaka i wtargnął do ciebie do pokoju przez okno. Chce ci to wszystko wytłumaczyć...Ale jest bardzo negatywnie do ciebie nastawiony. Myśli, że ty go w ogóle nie kochałaś. – wyszeptał na jednym tchu. Mogłabym go nie zrozumieć, ale nie w takiej chwili.
Jacob. Kilka metrów od mojej siostry.
Serce wyrywało się z mojej piersi. Nie wytrzymywało tego wszystkiego, tak jak ja.
Zacisnęłam zęby i złapałam klamkę.
- Nie bądź na niego zła. To wszystko zwaliło się na niego tak nagle, tak samo jak na ciebie. Wpojenie przychodzi samo. – tłumaczył zaaferowany Sam, ale dla mnie istniał tylko Jake. Z nim miałam się zmierzyć.
- Aha. – mruknęłam niezrozumiale i wszedłszy do środka, zamknęłam mu drzwi przed nosem.
Lindsay jak gdyby nigdy nic siedziała na kanapie przed telewizorem. Nie chciałam patrzeć, co ogląda, ale zauważyłam, że wiadomości. Zmarszczyłam momentalnie czoło, jednak pokręciłam po chwili głową. Nie to mnie obchodziło.
- Cześć! O matko... Co ci się stało?! – krzyknęła, zbierając się z miejsca i podchodząc do mnie momentalnie.
Przełknęłam ślinę. Bałam się, że zaraz coś jej zrobię. Wiedziałam i to bardzo dobrze, że to wcale nie była wina Lindy. Ale nie mogłam się powstrzymać. Zacisnęłam pięści i zagryzłam wargę.
- Potknęłam się o konar w lesie. Pójdę już na górę. Nic mi nie jest. Sam zabrał mnie do… szpitala. – wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
Spojrzała na mnie spode łba. Zerknęłam na nią.
- No dobrze, dobrze. I tak jest wcześnie. Leć już leć. Odpocznij, czy coś. – mruknęła, powracając do oglądania kolorowego pudła.
Odetchnęłam z ulgą. Tak, za to ją kochałam. Nie wtrącała się w moje sprawy, nie była nachalna.
Pokuśtykałam do schodów i z niemałym wysiłkiem wspięłam się na piętro. Nabrałam olbrzymiej ilości powietrza do płuc i skierowałam się w stronę moich drzwi.
Chciałam powstrzymać drgawki, jakie wywołał stres, ale nic z tego. Drżałam jak osika.
Złapałam klamkę i otworzyłam drzwi na oścież.
***
Siedział jak gdyby nigdy nic na moim łóżku, patrząc zamyślonym i nadal pełnym bólu wzrokiem na ciemność za oknem.
Zauważył, że weszłam, ale nie podniósł wzroku. Nie był zły. Sam mnie okłamał. A może to Jacob szybko się opanował? Usiadłam na podłodze obok jego łydek, patrząc przed siebie, w lustro. Wyglądałam jak zombie, Sam miał rację. Uśmiechnęłam się blado i poprawiłam kosmyk włosów za ucho.
- Przepraszam. – wyszeptał niezgrabnie, siadając obok mnie. Przełknęłam ślinę. Był tak blisko… Wiedziałam, że nie zdołam zrobić mu krzywdy, ale gdybym go zdenerwowała… Gdyby zamienił się w wilka…
Pokręciłam głową, chcąc odrzucić uporczywe myśli z głowy.
- To nie twoja wina. – mój głos brzmiał inaczej, niż bym tego chciała. Był taki… taki rozczulony, drżący i piskliwy. Jakbym miała za chwilę rozpłakać się na dobre.
Jake westchnął głęboko. Objął mnie gorącym ramieniem, widząc kątem oka moje drgawki na całym ciele.
Źle zinterpretował ten gest. Tak samo jak Sam.
Czy każdy wilkołak miał nieodłączny obowiązek ocieplania osoby, z którą przebywa?!
- Nie jest mi zimno. Po prostu… po prostu się denerwuję. – wyszeptałam drżącym głosem. Mimo tego Indianin podszedł szybkim ruchem do okna i zanim zamrugałam, było już zamknięte. Wywróciłam oczami.
- Muszę ci to wyjaśnić… - zaczął, zerkając na mnie. Nie chciałam patrzeć mu w oczy. Nie mogłabym.
Pokiwałam tylko zachęcająco głową, skupiając swoją całą uwagę na mojej obandażowanej łydce.
- Więc… nie mówiłem ci o wpojeniu. Myślałem, że to mnie nie spotka. Bo są takie wilkołaki, które mają wpojenie, albo takie, które tego nie mają. To nie zdarza się każdemu. Ja myślałem, że mi też się to nie przytrafi… - wziął głęboki wdech. Wyczułam, jak serce Jacoba bije szybciej z każdą minutą. Moje również. – Wpojenie to takie uczucie… Gdy spotkasz tą jedyną osobę. Widzisz ją i niespodziewanie nic innego się nie liczy. Jesteś z nią powiązany niewidzialnymi nićmi, które trzymają jak łańcuchy. Zakochujesz się w tej osobie na zabój. Wtedy masz prawo powiedzieć jej o wilkołakach. A ta osoba może nie zgodzić się, aby być twoim partnerem, ma takie prawo. Ale wpojony wilkołak potem nie może nikogo pokochać. Jest nieszczęśliwy przez całe życie. – wytłumaczył, a ja słuchałam w skupieniu. Czyli gdyby Lindsay nie zgodziła się na związek z Jake’iem, on byłby nieszczęśliwy… Nie, nie tego chciałam. Jeśli już to się zdarzyło, to niech ona się zgodzi. Niech mój luby będzie szczęśliwy. Przynajmniej mam pewność, że żadna obca dziewczyna go nie zrani. Westchnęłam głęboko.
- Kiedyś Sam i Leah byli razem. Tak samo jak my. Ale później przyjechała kuzynka Lei, Emely. To w niej wpoił się Sam. A Leah została sama. Dlatego nie lubi przebywać w domu Emely. I dlatego darzy niechęcią każdego z członków sfory, oprócz Setha, swojego brata. – nagle coś mi zaświtało. Miałam odpowiedź na swoje pytanie. To dlatego Leah tak dziwnie zachowywała się przed kolacją u Emely! No tak. Byłyśmy teraz w takiej samej sytuacji. Nigdy nie przypuszczałabym, że ona mogłaby teraz tak normalnie żyć z myślą, że jej własna kuzynka odebrała jej chłopaka!
Nie miałam pojęcia, co powiedzieć. „Ok., dobra, bądź szczęśliwy z moją własną siostrą”? Na pewno nie. Może lepiej byłoby nic nie mówić… Może lepiej byłoby zostać w milczeniu.
Na zawsze. Bo straciłam już jakikolwiek sens życia.
Miałam patrzeć na moją szczęśliwą siostrzyczkę z moim ukochanym lubym, który już nie był „moim Jacobem”.
Przymknęłam powieki, zatopiłam się w klatce piersiowej Jake’a i zaczęłam płakać.
Jak mała dziewczynka. Znowu zostałam sama.
Mężczyzna nerwowo przebierał z jednej nogi na drugą.
- Nie ma za co. – mruknął, rozglądając się nerwowo.
Wyczułam jego niepokój. Zmarszczyłam czoło i delikatnie puknęłam go po ramieniu.
- Co się dzieje? – spytałam. Zdziwiło mnie, co mogło Sama tak nagle wyprowadzić z równowagi.
Pokręcił głową i spojrzał na mnie spode łba. Nie był akurat na mnie zły. Był zły na kogoś innego. Kogoś, kto właśnie coś przeskrobał.
- Jake. Uważa się za wielkiego dzielnego chłopaka i wtargnął do ciebie do pokoju przez okno. Chce ci to wszystko wytłumaczyć...Ale jest bardzo negatywnie do ciebie nastawiony. Myśli, że ty go w ogóle nie kochałaś. – wyszeptał na jednym tchu. Mogłabym go nie zrozumieć, ale nie w takiej chwili.
Jacob. Kilka metrów od mojej siostry.
Serce wyrywało się z mojej piersi. Nie wytrzymywało tego wszystkiego, tak jak ja.
Zacisnęłam zęby i złapałam klamkę.
- Nie bądź na niego zła. To wszystko zwaliło się na niego tak nagle, tak samo jak na ciebie. Wpojenie przychodzi samo. – tłumaczył zaaferowany Sam, ale dla mnie istniał tylko Jake. Z nim miałam się zmierzyć.
- Aha. – mruknęłam niezrozumiale i wszedłszy do środka, zamknęłam mu drzwi przed nosem.
Lindsay jak gdyby nigdy nic siedziała na kanapie przed telewizorem. Nie chciałam patrzeć, co ogląda, ale zauważyłam, że wiadomości. Zmarszczyłam momentalnie czoło, jednak pokręciłam po chwili głową. Nie to mnie obchodziło.
- Cześć! O matko... Co ci się stało?! – krzyknęła, zbierając się z miejsca i podchodząc do mnie momentalnie.
Przełknęłam ślinę. Bałam się, że zaraz coś jej zrobię. Wiedziałam i to bardzo dobrze, że to wcale nie była wina Lindy. Ale nie mogłam się powstrzymać. Zacisnęłam pięści i zagryzłam wargę.
- Potknęłam się o konar w lesie. Pójdę już na górę. Nic mi nie jest. Sam zabrał mnie do… szpitala. – wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
Spojrzała na mnie spode łba. Zerknęłam na nią.
- No dobrze, dobrze. I tak jest wcześnie. Leć już leć. Odpocznij, czy coś. – mruknęła, powracając do oglądania kolorowego pudła.
Odetchnęłam z ulgą. Tak, za to ją kochałam. Nie wtrącała się w moje sprawy, nie była nachalna.
Pokuśtykałam do schodów i z niemałym wysiłkiem wspięłam się na piętro. Nabrałam olbrzymiej ilości powietrza do płuc i skierowałam się w stronę moich drzwi.
Chciałam powstrzymać drgawki, jakie wywołał stres, ale nic z tego. Drżałam jak osika.
Złapałam klamkę i otworzyłam drzwi na oścież.
***
Siedział jak gdyby nigdy nic na moim łóżku, patrząc zamyślonym i nadal pełnym bólu wzrokiem na ciemność za oknem.
Zauważył, że weszłam, ale nie podniósł wzroku. Nie był zły. Sam mnie okłamał. A może to Jacob szybko się opanował? Usiadłam na podłodze obok jego łydek, patrząc przed siebie, w lustro. Wyglądałam jak zombie, Sam miał rację. Uśmiechnęłam się blado i poprawiłam kosmyk włosów za ucho.
- Przepraszam. – wyszeptał niezgrabnie, siadając obok mnie. Przełknęłam ślinę. Był tak blisko… Wiedziałam, że nie zdołam zrobić mu krzywdy, ale gdybym go zdenerwowała… Gdyby zamienił się w wilka…
Pokręciłam głową, chcąc odrzucić uporczywe myśli z głowy.
- To nie twoja wina. – mój głos brzmiał inaczej, niż bym tego chciała. Był taki… taki rozczulony, drżący i piskliwy. Jakbym miała za chwilę rozpłakać się na dobre.
Jake westchnął głęboko. Objął mnie gorącym ramieniem, widząc kątem oka moje drgawki na całym ciele.
Źle zinterpretował ten gest. Tak samo jak Sam.
Czy każdy wilkołak miał nieodłączny obowiązek ocieplania osoby, z którą przebywa?!
- Nie jest mi zimno. Po prostu… po prostu się denerwuję. – wyszeptałam drżącym głosem. Mimo tego Indianin podszedł szybkim ruchem do okna i zanim zamrugałam, było już zamknięte. Wywróciłam oczami.
- Muszę ci to wyjaśnić… - zaczął, zerkając na mnie. Nie chciałam patrzeć mu w oczy. Nie mogłabym.
Pokiwałam tylko zachęcająco głową, skupiając swoją całą uwagę na mojej obandażowanej łydce.
- Więc… nie mówiłem ci o wpojeniu. Myślałem, że to mnie nie spotka. Bo są takie wilkołaki, które mają wpojenie, albo takie, które tego nie mają. To nie zdarza się każdemu. Ja myślałem, że mi też się to nie przytrafi… - wziął głęboki wdech. Wyczułam, jak serce Jacoba bije szybciej z każdą minutą. Moje również. – Wpojenie to takie uczucie… Gdy spotkasz tą jedyną osobę. Widzisz ją i niespodziewanie nic innego się nie liczy. Jesteś z nią powiązany niewidzialnymi nićmi, które trzymają jak łańcuchy. Zakochujesz się w tej osobie na zabój. Wtedy masz prawo powiedzieć jej o wilkołakach. A ta osoba może nie zgodzić się, aby być twoim partnerem, ma takie prawo. Ale wpojony wilkołak potem nie może nikogo pokochać. Jest nieszczęśliwy przez całe życie. – wytłumaczył, a ja słuchałam w skupieniu. Czyli gdyby Lindsay nie zgodziła się na związek z Jake’iem, on byłby nieszczęśliwy… Nie, nie tego chciałam. Jeśli już to się zdarzyło, to niech ona się zgodzi. Niech mój luby będzie szczęśliwy. Przynajmniej mam pewność, że żadna obca dziewczyna go nie zrani. Westchnęłam głęboko.
- Kiedyś Sam i Leah byli razem. Tak samo jak my. Ale później przyjechała kuzynka Lei, Emely. To w niej wpoił się Sam. A Leah została sama. Dlatego nie lubi przebywać w domu Emely. I dlatego darzy niechęcią każdego z członków sfory, oprócz Setha, swojego brata. – nagle coś mi zaświtało. Miałam odpowiedź na swoje pytanie. To dlatego Leah tak dziwnie zachowywała się przed kolacją u Emely! No tak. Byłyśmy teraz w takiej samej sytuacji. Nigdy nie przypuszczałabym, że ona mogłaby teraz tak normalnie żyć z myślą, że jej własna kuzynka odebrała jej chłopaka!
Nie miałam pojęcia, co powiedzieć. „Ok., dobra, bądź szczęśliwy z moją własną siostrą”? Na pewno nie. Może lepiej byłoby nic nie mówić… Może lepiej byłoby zostać w milczeniu.
Na zawsze. Bo straciłam już jakikolwiek sens życia.
Miałam patrzeć na moją szczęśliwą siostrzyczkę z moim ukochanym lubym, który już nie był „moim Jacobem”.
Przymknęłam powieki, zatopiłam się w klatce piersiowej Jake’a i zaczęłam płakać.
Jak mała dziewczynka. Znowu zostałam sama.
śliczny blog ;**
OdpowiedzUsuńNatalie .