-I tak strasznie było?-szepnął do mojego ucha,aż podskoczyłam.Westchnęłam z rozbawieniem,kręcąc głową.W tym czasie wszyscy weszli do środka,oprócz Lei.Spojrzała na Sama oschle,jednak zauważyłam w jej kąciku oka,że jednak z zawodem,bólem i smutkiem.Alfa pokiwał głową w spokoju,a dziewczyna sprawnie przeskoczyła przez barierkę werandy i rzuciła się pędem w las.Nie miałam pojęcia,o co chodzi.Pomyślałam,że teraz lepiej nie zapytam o to Jacoba,a zrobię to dopiero gdy będziemy sami.
-No chodźcie!-poganił nas Sam.Jake okrył mnie swoim ciepłym ramieniem i ruszyliśmy w kierunku małych drzwi.
W przedpokoju doszły nas głośne śmiechy i pyszny zapach świeżo wyjętego z piekarnika ciasta.
-Mamy gościa?-usłyszałam przyjazny głos kobiety.Po chwili przed nami pojawiła się drobna Indianka.Jednak jej twarz...Od skroni ku nadgarstkowi ciągnęły się trzy podłużne czerwone blizny,jakby zrobione przed chwilą.Uśmiechnęłam się delikatnie,starając się patrzeć tylko na lewą część twarzy Emely.
-Cześć,jestem Alice.-szepnęłam niespokojnie.W tym momencie Jacob ścisnął mnie mocniej w talii,jakby dając mi do zrozumienia,że jest obok.
Dziewczyna również się uśmiechnęła i wytarła ubrudzone mąką dłonie w fartuch.
-Cześć,Emely.-przedstawiła się,poczym Sam ciągle stojący obok nas,przytulił ją do siebie jakby nie widzieli się wieki.Jacob zabrał mnie do kuchni,skąd dochodziły męskie głosy.
Wtem oczy wszystkich skierowały się na nas,a raczej na mnie.Nie powiem,było mi z tym niekomfortowo.
Wokół okrągłego stołu siedzieli wszyscy członkowie sfory,oprócz Lei,która niespodziewanie zniknęła.Na środku znajdowało się wielkie ciasto z jagodami,cynamonem i kruszonką.To one wydawało taki smakowity zapach.
-Dajcie Alice usiąść.-nakazała Emely,która niespodziewanie znalazła się tuż obok mojego ramienia.Spojrzała na mnie z zaufaniem,poczym podeszła do stołu i wskazała głową na dwa krzesła.
-Chodź.-szepnął Jake,ciągle się uśmiechając.Posłusznie podeszłam do jednego z krzeseł i usiadłam na nim.Teraz już nikt się nami nie przejmował-gwoździem programu zostało owe przepysznie wyglądające ciasto.
Jacob usiadł koło mnie,wciąż trzymając mnie mocnym ramieniem w talii.Wbiłam wzrok w jego ciemne tęczówki,a radość na mojej twarzy poszerzyła się.On również wyglądał na szczęśliwego.Zapewne dlatego,że nie musi już nic przede mną ukrywać.
Nim się obejrzałam,mój Indianin ucałował me zaróżowiałe wargi,jednak gdy tylko wśród chłopców dało się słyszeć głośne "fuuuuj",przestał,uśmiechając się łobuzersko.Zachichotałam pod nosem.
-Ja tu jem!-krzyknął z obrzydzeniem najmłodszy z wilkołaków,Seth.
Emely spojrzała na mnie i podsunęła mi talerzyk z kawałkiem ciasta.
-Dziękuję.-wyszczerzyłam swój śnieżnobiały zgryz,dłubiąc małym widelczykiem w cieście.Jake oderwał swoje ramię od mojego ciała,aby zacząć rozmawiać z przyjaciółmi i również zjeść posiłek.
-Nie mam pojęcia,jak ty mogłaś wytrzymać tak długo z świadomością,że Jake coś ukrywa.-pokręciła z niedowierzaniem głową kobieta,również zajadając swoją porcję.Chłopcy zapewne nas nie słyszeli,za bardzo byli zajęci swoimi sprawami.
Wzruszyłam ledwo widocznie ramionami.
-Było trudno,ale najważniejsze,że mu ufałam.-wytłumaczyłam krótko,biorąc do ust kęs ciasta.
-Pyszne.-skwitowałam,uśmiechając się do dziewczyny.
Pokiwała głową,również z uśmiechem.Teraz zwróciła głowę ku swojemu ukochanemu.
-Leah nie chciała zostać...?-spytała nieśmiało i ze smutkiem.
Sam pokiwał oschle głową,muskając wargami czubek głowy swojej ukochanej.
Patrzyłam na swój talerz,słysząc te pytanie doskonale.Czemu Leah nie chciała zostać?Czyżby była pokłócona z Emely?Ale jak można nie lubić takiej kochanej osoby?
***
-Dzięki,Emely.Było pyszne.Narazie!-pomachał wszystkim Jake,a ja przyłączyłam się do tego gestu.Wyszliśmy na zimne powietrze.Zadrżałam.
Jacob zauważył to i w mig wziął mnie w swoje gorące ramiona.Faktycznie,działał jak przenośny ogrzewacz.
-I jak ci się spodobali?-szepnął mój ukochany,nie spuszczając wzroku z mojego zarumienionego oblicza.
Uśmiechnęłam się radośnie.
-Są wspaniali.-skwitowałam krótko,chowając twarz w piersi chłopaka.
Nie widziałam twarzy Jacoba,ale miałam pewność,że jest przeszczęśliwy.Ja też cieszyłabym się,gdybym nie musiała ukrywać czegoś przed swoją ukochaną osobą.
Czułam się okropnie zmęczona,zamykałam powieki,ale sen nie chciał nadejść.No trudno,pomyślałam i zagłębiłam się w rozmyślaniach.
Chociaż próbowałam myśleć o czymś innym niż o tajemniczym zniknięciu Lei,nie udawało mi się.Może Emely nadepnęła na odcisk Lei?Leah wydawała się być osobą oschłą i skorą do walki.Albo na odwrót?Ale Emely chyba by jej wybaczyła...Przynajmniej na taką osobę wyglądała.A może to wina Sama?Może to do niego Leah miała niechęć?To jak wytrzymywaliby razem w sforze?Nic z tego nie rozumiałam.Westchnęłam cicho.W tym momencie Jake musnął gorącymi wargami moje czoło.Zadziałało jak antybiotyk.Po chwili moje powieki zacisnęły się jak kleszcze i zasnęłam w mgnieniu oka.