-Pewnie.-oznajmiłam,głaszcząc mojego chłopaka po policzku.Dziwnie brzmiało to określenie.Ja go tak nie nazywałam,ale taka była prawda.Przynajmniej dla ludzi z otoczenia.Ale dla mnie on był kimś więcej.Takim opiekunem.
Wtem Jake wstał z miejsca i rozejrzał się.
-Poczekaj chwilę.-szepnął,znikając szybko w krzakach.Kątem oka zauważyłam,że na łydce ma przewiązany rzemień.Główkowałam się nad tym chwilę,ale rozmyślania przerwał mi głośny i krótki huk.Aż podskoczyłam.
-Jake...?-jęknęłam,wstając pospiesznie z miejsca.Coś w mojej głowie nakazywało mi zostać na miejscu i siedzieć cicho,ale najzwyczajniej w świecie to olałam.Niespodziewanie przede mną coś poruszyło się w krzakach.Odetchnęłam z ulgą,ale nie przestałam się martwić.Jednak się bałam.Bałam się jak on wygląda jako ten wielki wilk.Nagle zza zielonkawych krzewów ujrzałam ogromną głowę psa.Zaśmiałam się z siebie w myślach.Przypominała ona bardziej głowę wilka,tylko,że była większa.I te czekoladowe oczy...Jake.To musiał być Jake.
-Jacob.-wyszeptałam,a na moje usta skradł się delikatny uśmiech.Basior zaszczekał,za co ja przyjęłam,że się śmieje.Również zachichotałam i odsunęłam się trochę do tyłu.W tym samym momencie mój Jake wyszedł do przodu,stawiając ostrożne,ale ogromne kroki.Jaki on był wielki!Trzy razy większy ode mnie i dwa razy większy od normalnego wilka.Rozszerzyły mi się oczy,a basior znowu zaszczekał i pokręcił łbem,jakby chciał mi coś zakomunikować.Przekręciłam głowę z zaciekawieniem w bok,a basior posłusznie usiadł.Po chwili ułożył ogromny łeb na zielonej ściółce i patrzył prosto na mnie.Wskazał po chwili łbem swój grzbiet,a ja dopiero po chwili zrozumiałam,o co chodzi.
-Że mam wejść na Ciebie?!Jake,zwariowałeś!-pokręciłam głową,krzyżując ręce na piersi.Patrzyłam na niego spod wachlarzy czarnych rzęs.Niby jak ja miałabym się tam dostać?!W tym samym momencie Jacob szturchnął mnie swoim dużym nosem.Parsknęłam wesołym śmiechem.
-No dobra,dobra.-wywróciłam komicznie oczami i podeszłam ostrożnie do jego grzbietu.Przygryzłam swoją zaróżowiałą wargę.
-Nie będzie cię boleć,jak złapię się twojej sierści?-szepnęłam niepewnie,a basior pokręcił przecząco głową.Wzruszyłam ramionami i ostrożnie złapałam się jedną ręką łopatki wilka,a drugą jego sierści.Sprawnie wylądowałam na miękkim i rozgrzanym grzbiecie mojego ukochanego.
-Ale czad...-wyszeptałam do siebie,a Jake zaszczekał kilka razy.Wywróciłam zabawnie oczami.
-I co się śmiejesz?-pokazałam mu język,chociaż on pewnie tego nie widział.Po chwili westchnęłam.
-Dobra,usiadłam już.Mogę zejść?-spytałam do ucha wilka,opierając podbródek o jego miejsce pomiędzy łopatkami.Jacob pokręcił głową.Zmarszczyłam z zaciekawieniem nos.
-To co my teraz...-nie dokończyłam,bo Jake znów zaszczekał i począł biec przed siebie.
-Jake!!!-krzyknęłam w niebogłosy,kurczowo trzymając się jego rdzawo-brązowej sierści.Z czasem zaczęło mi się to podobać i oderwałam rozgrzany policzek od jego sierści i rozejrzałam się.Wokół mnie powstała zielona mozaika,więc domyśliłam się,że tak szybko biegniemy.Poczułam chłodny wiatr we włosach i uśmiechnęłam się szeroko.Dopiero teraz zdałam sobie sprawę,że moje życie powoli zmienia się w baśń nie z tego świata.
***
Przepraszam za taki krótki rozdział,ale dzisiaj sylwester i jakoś nie miałam ochoty napisać coś więcej.;)) Ale i tak nikt tego nie czyta. -,-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz