"I found myself in Wonderland, Get back on my feet again"

~ Avril Lavigne "Alice"





21 grudnia 2009

Rozdział 7.

Jak podejrzewałam,kiedy otworzyłam powieki,Jake'a nie było.Nie zmartwiłam się tym jednak,bo za chwilę mieliśmy się zobaczyć w samochodzie.Zamrugałam sennymi i ciężkimi powiekami,ziewając cicho.Byłam ciekawa,czy Lindy już wróciła i o której.Pewnie Jake wyszedł razem z nią-oczywiście,on przez okno.Już miałam zrobić pierwszy krok na dywan,kiedy usłyszałam pukanie.
-Proszę...-mruknęłam pod nosem,drapiąc się za uchem.Wtem drzwi do mojego pokoju otworzyły się i wyszła z nich moja siostra,w starej,dziurawej bluzce i zpodkrążonymi oczami.Nie mogłam uwierzyć!
-Lindy,co ci..-nie zdążyłam dokończyć,bo Lindsay przyłożyła sobie palec do ust i westchnęła cicho.
-Trochę za bardzo zabalowałam.-mruknęła tylko i za chwilę zniknęła za dębowymi drzwiami.Westchnęłam pod nosem.Jedyne,co mnie pocieszało to myśl,że za chwilę spotk Jacoba.Natychmiastowo uśmiechnęłam się wesoło,drepcząc po liliowym dywanie do szafy.Otwarłam ją i przeszukałam doszczętnie.Jedyne,co wpadło mi w oko na dzisiejszy dzień,to była bombkowata,purpurowa sukienka.Kątem oka zerknęłam za okno.Nie padało,słońce od czasu do czasu pojawiało się zza chmur.Szczęście mi dopisywało.Przygryzłam zaróżowiałą wargę i rzuciłam na łóżko sukienkę,rajstopy w odcieniu jasnego fioletu oraz liliowe bolerko.Nie miałam pojęcia,dlaczego jeszcze nikt nie zwrócił na mnie uwagi!Przecież tylko ja w tej szkole chodziłam na okrągło w różnorakich odcieniach fioletu.Nie mogłam powstrzymać nachodzącej fali chichotu i parsknęłam cichym śmiechem.Wzięłam parę głębokich wdechów aby się uspokoić i porwałam w swoje kruche dłonie mój zestaw.W mig znalazłam się w łazience,otoczona stonowanymi kafelkami.
***
-Do zobaczenia,Lindsay!-krzyknęłam w stronę góry,kiedy znalazłam się przy drzwiach wyjściowych.Nie miałam pojęcia,czy moja siostra pójdzie do szkoły.W każdym bądź razie,wiedziałam jedno-nie powiem Charliemu.Po tylu latach spokoju należało jej się odrobinę zabalowania.
-Cześć!-mruknęła tylko siostra.Zapewne leżała w łóżku,okryta po uszy koldrą.Wziąwszy głęboki oddech,wyszłam na drodze ku przeznaczeniu,którym był Mój Indianin.Nawet nie zważałam,że nieco chłodny wiatr owiewa moją twarz,muskając ją zimnym powietrzem.Kiedy już znalazłam się na pożółkłej trawie,ujrzałam Go.Młody Indianin o śniadej cerze,wychodzący z wnętrza małego,czerwonego domku.Jakby odruchowo od razu spojrzał w moją stronę.Uśmiechnął się łobuzersko,a ja niczym uwolniony po kilku latach ptak,pognałam ku niemu.Przyjął mnie w swoje mocne i ciepłe ramiona,unosząc mnie wysoko nad ziemią.Śmiałam się w niebogłosy,wtulając twarz w wgłębienie w szyi chłopaka.Gdy Jake odkrył,że powoli brak mi powietrza,postawił mnie na równe nogi.Wzięłam głęboki wdech.
-Twój śmiech przypomina dzwonki puszczone na wietrze,wiesz?-mruknął zadowolony Jacob,chichocząc pod nosem.Dopiero teraz zdałam sobie sprawę,że samochód Jacoba znalazł się przed domem,a nie w garażu.Uniosłam brew,spowrotem patrząc na jego rysy twarzy.
-Jedźmy do szkoły.-uśmiechnęłam się ciepło,a chłopak objął mnie ramieniem i podprowadził do drzwiczek samochodowych.Otworzył je przede mną.Weszłam do środka bez sprzeciwu,rozglądając się wesoło.Tak,sam początek był wspaniały.A ja już nie mogłam doczekać się kolejnej części.Niespodziewanie Jacob znalazł się obok mnie,pochylając się nieco nade mną.Poczułam,jak moje policzki oblewają się szkarłatem.Jake ujął mój podbródek niepewnie,muskając nosem po moim poliku.Oddychałam nie równo.Nie miałam pojęcia,co Jake zamierza.Ale byłam gotowa na wszystko.A nwet pargnęłam wreszcie poczuć jego usta.Wtem Jacob musnął swoimi rozgrzanymi wargami moje karminowe usta.Nie mogąc się powstrzymać,ujęłam jego twarz swoimi kruchymi dłońmi,przymykając powieki.Nie obchodził mnie nawet Billy,który wyglądał zza firanki wydając głuchy dźwięk.Oddałam się miłości do mojego Indianina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz