"I found myself in Wonderland, Get back on my feet again"

~ Avril Lavigne "Alice"





16 grudnia 2009

Rozdział 4.

Wstałam o wiele za wcześnie,a to wszystko przez to,że byłam tak podkscytowana.Leżałam w łóżku chyba godzinę,kiedy nagle do mojego pokoju weszła zaspana,zaniedbana Lindy.Zerknęła na mnie i mruknęła coś pod nosem.Tak,upewniała się,czy już wstałam.Ziewnęłam cicho i usiadłam po turecku na purpurowej pościeli.Zerknęłam kątem oka na zegarek w odcieniu lilii.Według niego było piętnaście po szóstej.Ciekawe,o której Jake miał po mnie przyjść.Tak czy inaczej,musiałam już się zbierać.Jak dobrze,że Charlie pomógł nam się wypakować.Dzisiaj nie miałabym siły na wygrzebywanie ciuchów.Włożyłam stopy w puchate kapcie i podreptałam do niedużej,fioletowej półki.Otworzyłam drzwiczki na oścież i przejrzałam zawartość.Dzisiaj musiałam założyć coś niezwykłego.Ale przecież nie założę sukienki do szkoły!Trudno,pomyślałam,Jacob pokocha mnie taką zwykłą.Westchnęłam i wyciągnęłam liliową tunikę z nadrukiem,leginsowate rurki w kolorze mocnego fioletu i rzuciłam je na liliową pościel.Podeszłam do lustra i poczęłam w ekspresowym tempie przeczesywać brązowe fale.Gdy to zrobiłam,spięłam włosy w niedbały kok,a co!Raz do czasu mogłam zaszaleć-pomyślałam.Zaśmiałam się cicho i pochwyciłam ubrania w ręce.Zamknęłam się w łazience,wkładając po kolei części garderoby.Nie mogłabym usiedzieć dzisiaj w miejscu.Ale gdyby Jake nie odzywał się do mnie przez całą drogę!?Co by było wtedy?!A może ja go wogóle nie obchodziłam!?No,ale byliśmy w tym samym wieku.On 16 lat,ja też.Może...Myślałam,że jestem bardzo miłą osobą.I uśmiechał się do mnie.Nie dramatyzuj!-skarciłam się w myślach.Westchnęłam cicho,przeglądając się w lustrze.Na końcu wpadłam jeszcze do swojego pokoju i porwałam liliową torbę z książkami i opasany notatnik.Mój ulubiony,purpurowy.Moje szkice...Ach,mój skarb.Pogładziłam mięciutką oprawkę notatnika,uśmiechając się wesoło.Schowałam mój cenny przedmiot do torby i wręcz zeskoczyłam ze schodów.Powędrowałam ku kuchni,gdzie siedziała już Lindy,jedząc kanapkę z masłem orzechowym.Na mnie czekała również porcja.Lindsay ubrana dzisiaj była w luźny,szarawy top,spodnie za kolano i podkolanówki w paski.Tak,zapewne nikt w Forks tak się nie ubiera.Musiała się wykazać,że to ona wyznacza trendy.Rzuciłam torbę pod drzwi i zasiadłam do stołu.Pochłonęłam dwie kanapki w ekspresowym tempie.

-Gdzie się tak spieszysz?-spytała mnie siostra,patrząc na moje sprawne ruchy.

-Muszę zdążyć na czas,żeby Jacob o mnie nie zapomniał.-jego imię nie łatwo przechodziło przez moje gardło.Chciałam je wykrzyczeć całemu światu!Lindy pokiwała głową.

-To już lepiej idź.Jest siódma trzydzieści.-oznajmiła siostra i włożyła talerz do zlewu.Zerknęłam na nią.

-A ty?Też musisz się zbierać.-zauważyłam.

-Ja jeszcze pozmywam.Charlie mówił,że jemu dojazd do Forks zajmuje dwadzieścia pięć minut.No właśnie,był dzisiaj rano u nas i zostawił tę starą furgonetkę po Belli.Tym "cackiem" to będę jechać dwie godziny...No nic.-klasnęła w ręce,aby mnie pospieszyć.-I tak mam na ósmą trzydzieści.-wyszczerzyła się w triumfalnym uśmiechu,jakby zadowolona,że to ona może później wyjechać do szkoły.

-No to narazie.Trzymaj się.-posłałam jej buziaka w powietrzu i ruszyłam ku drzwiom.

-Damy radę,Allie.-uśmiechnęła się pogodnie Lindy,ale ja już byłam na dworze.Spodziewałam się cieplejszej pogody,ale słońce zakryły ciemne chmury.Dobrze,że założyłam kardigan.Zerknęłam na dom Blacków.Nikt nie wychodził,ale kiedy zrobiłam pierwszy krok w stronę ich domu,drzwi otworzyły się.Stanął w nich mój Indianin.Od niedawna tak go nazywałam,ale wiedziałam,że nie jest mój.A jak on miał dziewczynę?!No nie,załamałabym się.Nie,nie brałam takiej opcji do siebie.Przygryzłam karminową wargę i szybkim krokiem znalazłam się przy Jacobie.

-O,Allie.Myślałem,że będę na ciebie czekać.-uśmiechnął się "w mój sposób".Odwzajemniłam mu tym samym,uważając,aby mój głos nie zrobił się piskliwy.

-Jak widać,spieszno mi do nowej szkoły.-westchnęłam.Przez te zamieszanie z Jacobem,zapomniałam,że czeka mnie konfrontacja z nowymi uczniami i nauczycielami.Nie,tego nie lubiłam.Bądź co bądź była ze mnie nieśmiała osóbka.Jake zerknął na mnie pociesznie i uśmiechnął się ciepło.

-Oj,nie martw się.Ludzie w La Push są naprawdę mili.Poza tym,ja cię ze wszystkimi zapoznam.Nie bój nic.A może nawet będziemy chodzić do jednej klasy?-spytał Jake,z wesołym błyskiem w oku.Mój oddech zrobił się dziwnie nierówny i szybki.Wzięłam jeden z głębszych oddechów i uśmiechnęłam się do niego szeroko.Tak bardzo chciałam z nim chodzić do klasy!I najlepiej,siedzieć z nim w jednej ławce!Przygryzłam zaróżowiałą wargę i podczas tej krótkiej rozmowy znaleźliśmy się przed malutkim,czerwonym garażem.Jacob sprawnie i bez wysiłku otworzył drzwi do pomieszczenia i nakazał mi gestem dłoni wejść.Nie miałam na co patrzeć.Pełno tu było różnych części,olejów,smarów,a w rogu,bardzo zacienionym zauważyłam odnowione motory.Uniosłam zabawnie brew.Nie uszło to uwadze Jacoba i spojrzał w tym samym kierunku co ja.Zaśmiał się pod nosem.
-Zapewne Charlie mówił ci o Belli.Więc...Kiedyś zachciało jej się adrenaliny i odnawialiśmy je razem.Tylko cicho sza.Mam do ciebie zaufanie,Allie.-mrugnął do mnie i otworzył drzwi od strony pasażera.Byłam wniebowzięta!Miał do mnie zaufanie!To już coś,a nawet duże coś!To za wiele jak na pierwszy krok,więc miało być tylko lepiej.Pokiwałam głową i wsiadłam do wnętrza starego Rabbita.Rozejrzałam się.
-Zapewne sam go odnawiałeś,prawda?-zerknęłam na Jake'a,gdy ten już znalazł się w aucie.Pokiwał ochoczo głową i wyszczerzył swój śnieżnobiały zgryz.Jak śmiesznie to wyglądało!Jego bielutkie zęby odznaczały się od śniadej cery.Zaśmiałam się dźwięcznie,a Jacob posłał mi tajemniczy,nieodgadniony przeze mnie uśmiech.Westchnął radośnie i odpalił silnik,a auto ruszyło.Wyjechaliśmy na leśną ścieżkę,jadąc pomiędzy drzewami.

***

Rozmowa w samochodzie Jacoba była wspaniała!Mieliśmy tyle tematów do rozmów.Gadaliśmy o samochodach,o podróżach,o moim pierwszym wrażeniu,kiedy go ujrzałam(troszeczkę skłamałam,ale nie mogłam mu powiedzieć prawdy,to jasne!) i jego pierwsze wrażenie,kiedy mnie ujrzał.Jak Jake o tym mówił,zaparło mi dech w piersiach.

-Wiesz,kiedy zobaczyłem taką malutką,całą w skowronkach dziewczynę,pomyślałem,że szykuje się niezła "księżniczka".Okazałaś się wspaniałą dziewczyną.Czasami pozory mylą.-przypomniałam sobie jego słowa.Westchnęłam cicho,kiedy nagle samochód stanął.

-Witaj w La Push.Po raz drugi.-zaśmiał się Jacob,a ja mu zawtórowałam.Pociągnęłam nosem i wyszłam na dość zimne powietrze.Zatrzasnęłam drzwiczki samochodowe i rozejrzałam się.Wokół były tylko lasy,ale nagle zauważyłam nieduży budynek.To pewnie ta szkoła.Jacob podszedł do mnie i uśmiechnął się ciepło.Już miałam zapytać go,czy idzie ze mną,ale ten usłyszał coś i zamarł.Jego dotąd przyjazna twarz zamieniła się w nieprzyjemną maskę.Chrząknęłam cicho,a Jake mruknął coś pod nosem i zerknął na mnie.
-Nie czekaj na mnie.Muszę jeszcze...coś załatwić.Dasz radę sama.I nic nie mów Charliemu i Billemu,że cię zostawiłem.Jasne?-zerknął na mnie,mówiąc te słowa nieprzyjemnym tonem.Aż przeszły mnie ciarki.Pokiwałam tylko głową,ponieważ się bałam.A jak coś się stało?!Ukradkiem ujrzałam w oczach Jacoba tęsknotę,ból i smutek.Nie miałam pojęcia,co się stało.Już chciałam zadać pytanie,ale Jake szybkim krokiem poszedł w stronę lasu.Zostałam sama.Nie miałam pojęcia,co myśleć,co robić.Chciałam uciec,jak najdalej stąd.Bolało.Ale czemu...Czemu Jake tak nagle uciekł?!Przecież był taki miły,a w jednej sekundzie...Pociągnęłam nosem,czując mokrość w oczach.Otarłam słone kryształowe łzy wierzchem dłoni i ze spuszczoną głową poszłam w kierunku drzwi wejściowych klasy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz