-Gdzie się tak spieszysz?-spytała mnie siostra,patrząc na moje sprawne ruchy.
-Muszę zdążyć na czas,żeby Jacob o mnie nie zapomniał.-jego imię nie łatwo przechodziło przez moje gardło.Chciałam je wykrzyczeć całemu światu!Lindy pokiwała głową.
-To już lepiej idź.Jest siódma trzydzieści.-oznajmiła siostra i włożyła talerz do zlewu.Zerknęłam na nią.
-A ty?Też musisz się zbierać.-zauważyłam.
-Ja jeszcze pozmywam.Charlie mówił,że jemu dojazd do Forks zajmuje dwadzieścia pięć minut.No właśnie,był dzisiaj rano u nas i zostawił tę starą furgonetkę po Belli.Tym "cackiem" to będę jechać dwie godziny...No nic.-klasnęła w ręce,aby mnie pospieszyć.-I tak mam na ósmą trzydzieści.-wyszczerzyła się w triumfalnym uśmiechu,jakby zadowolona,że to ona może później wyjechać do szkoły.
-No to narazie.Trzymaj się.-posłałam jej buziaka w powietrzu i ruszyłam ku drzwiom.
-Damy radę,Allie.-uśmiechnęła się pogodnie Lindy,ale ja już byłam na dworze.Spodziewałam się cieplejszej pogody,ale słońce zakryły ciemne chmury.Dobrze,że założyłam kardigan.Zerknęłam na dom Blacków.Nikt nie wychodził,ale kiedy zrobiłam pierwszy krok w stronę ich domu,drzwi otworzyły się.Stanął w nich mój Indianin.Od niedawna tak go nazywałam,ale wiedziałam,że nie jest mój.A jak on miał dziewczynę?!No nie,załamałabym się.Nie,nie brałam takiej opcji do siebie.Przygryzłam karminową wargę i szybkim krokiem znalazłam się przy Jacobie.
-O,Allie.Myślałem,że będę na ciebie czekać.-uśmiechnął się "w mój sposób".Odwzajemniłam mu tym samym,uważając,aby mój głos nie zrobił się piskliwy.
-Jak widać,spieszno mi do nowej szkoły.-westchnęłam.Przez te zamieszanie z Jacobem,zapomniałam,że czeka mnie konfrontacja z nowymi uczniami i nauczycielami.Nie,tego nie lubiłam.Bądź co bądź była ze mnie nieśmiała osóbka.Jake zerknął na mnie pociesznie i uśmiechnął się ciepło.
-Oj,nie martw się.Ludzie w La Push są naprawdę mili.Poza tym,ja cię ze wszystkimi zapoznam.Nie bój nic.A może nawet będziemy chodzić do jednej klasy?-spytał Jake,z wesołym błyskiem w oku.Mój oddech zrobił się dziwnie nierówny i szybki.Wzięłam jeden z głębszych oddechów i uśmiechnęłam się do niego szeroko.Tak bardzo chciałam z nim chodzić do klasy!I najlepiej,siedzieć z nim w jednej ławce!Przygryzłam zaróżowiałą wargę i podczas tej krótkiej rozmowy znaleźliśmy się przed malutkim,czerwonym garażem.Jacob sprawnie i bez wysiłku otworzył drzwi do pomieszczenia i nakazał mi gestem dłoni wejść.Nie miałam na co patrzeć.Pełno tu było różnych części,olejów,smarów,a w rogu,bardzo zacienionym zauważyłam odnowione motory.Uniosłam zabawnie brew.Nie uszło to uwadze Jacoba i spojrzał w tym samym kierunku co ja.Zaśmiał się pod nosem.
-Zapewne Charlie mówił ci o Belli.Więc...Kiedyś zachciało jej się adrenaliny i odnawialiśmy je razem.Tylko cicho sza.Mam do ciebie zaufanie,Allie.-mrugnął do mnie i otworzył drzwi od strony pasażera.Byłam wniebowzięta!Miał do mnie zaufanie!To już coś,a nawet duże coś!To za wiele jak na pierwszy krok,więc miało być tylko lepiej.Pokiwałam głową i wsiadłam do wnętrza starego Rabbita.Rozejrzałam się.
-Zapewne sam go odnawiałeś,prawda?-zerknęłam na Jake'a,gdy ten już znalazł się w aucie.Pokiwał ochoczo głową i wyszczerzył swój śnieżnobiały zgryz.Jak śmiesznie to wyglądało!Jego bielutkie zęby odznaczały się od śniadej cery.Zaśmiałam się dźwięcznie,a Jacob posłał mi tajemniczy,nieodgadniony przeze mnie uśmiech.Westchnął radośnie i odpalił silnik,a auto ruszyło.Wyjechaliśmy na leśną ścieżkę,jadąc pomiędzy drzewami.
***
Rozmowa w samochodzie Jacoba była wspaniała!Mieliśmy tyle tematów do rozmów.Gadaliśmy o samochodach,o podróżach,o moim pierwszym wrażeniu,kiedy go ujrzałam(troszeczkę skłamałam,ale nie mogłam mu powiedzieć prawdy,to jasne!) i jego pierwsze wrażenie,kiedy mnie ujrzał.Jak Jake o tym mówił,zaparło mi dech w piersiach.
-Wiesz,kiedy zobaczyłem taką malutką,całą w skowronkach dziewczynę,pomyślałem,że szykuje się niezła "księżniczka".Okazałaś się wspaniałą dziewczyną.Czasami pozory mylą.-przypomniałam sobie jego słowa.Westchnęłam cicho,kiedy nagle samochód stanął.
-Witaj w La Push.Po raz drugi.-zaśmiał się Jacob,a ja mu zawtórowałam.Pociągnęłam nosem i wyszłam na dość zimne powietrze.Zatrzasnęłam drzwiczki samochodowe i rozejrzałam się.Wokół były tylko lasy,ale nagle zauważyłam nieduży budynek.To pewnie ta szkoła.Jacob podszedł do mnie i uśmiechnął się ciepło.Już miałam zapytać go,czy idzie ze mną,ale ten usłyszał coś i zamarł.Jego dotąd przyjazna twarz zamieniła się w nieprzyjemną maskę.Chrząknęłam cicho,a Jake mruknął coś pod nosem i zerknął na mnie.
-Nie czekaj na mnie.Muszę jeszcze...coś załatwić.Dasz radę sama.I nic nie mów Charliemu i Billemu,że cię zostawiłem.Jasne?-zerknął na mnie,mówiąc te słowa nieprzyjemnym tonem.Aż przeszły mnie ciarki.Pokiwałam tylko głową,ponieważ się bałam.A jak coś się stało?!Ukradkiem ujrzałam w oczach Jacoba tęsknotę,ból i smutek.Nie miałam pojęcia,co się stało.Już chciałam zadać pytanie,ale Jake szybkim krokiem poszedł w stronę lasu.Zostałam sama.Nie miałam pojęcia,co myśleć,co robić.Chciałam uciec,jak najdalej stąd.Bolało.Ale czemu...Czemu Jake tak nagle uciekł?!Przecież był taki miły,a w jednej sekundzie...Pociągnęłam nosem,czując mokrość w oczach.Otarłam słone kryształowe łzy wierzchem dłoni i ze spuszczoną głową poszłam w kierunku drzwi wejściowych klasy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz