-Allie,nic ci nie jest?-spytał niespokojnie wujek.Okazało się,że wołał mnie dosyć długo.Odwróciłam się na pięcie,przybierając radosny wyraz twarzy.
-Nie,nie.Zamyśliłam się...Ten las tak na mnie działa.Jest inny niż w Vancouver.-uśmiechnęłam się promiennie.Kątem oka zauważyłam,że Jacob przygląda mi się z zainteresowaniem w swoich ciemnobrązowych tęczówkach.Rozejrzałam się ostrożnie po podwórku.Gdzie do diabła zniknęła Lindsay?!
-Wujku,gdzie...-chrząknęłam.-Charlie,gdzie jest Lindsay?-spytałam niepewnie,patrząc na niego z zaciekawieniem.
-Wasza babcia dzwoniła.Chciała się upewnić,czy dojechaliśmy.-oznajmił,poczym chciał już powiedzieć,ale ja podeszłam z gracją do Jacoba i wyciągnęłam dłoń.
-Jestem Alice Paris.Mówią na mnie Allie.-czułam,że iskierki w moich oczach tańczą wesoło,ponieważ gdy chłopak tylko uniósł niemrawo kąciki ust ku górze,ja uśmiechnęłam się szeroko.
-Jacob Black,mówią na mnie Jake.-usłyszałam jego baryton,który szumiał po moim umyśle jak jakiś wiatr.Odetchnęłam z radością,kiedy doszło do mojej ręki dziwne ciepło.Było strasznie krótkie,ale intensywne.Chrząknęłam cicho,a uśmiech nie schodził z moich ust.
-Muszę już lecieć,wybaczcie...-spojrzał dziwnie ostrzegawczo na Billego i pożegnał się z Charliem.Mi posłał ten przecudny uśmiech,z którym mnie powitał pierwszy raz.Dopiero gdy Jake zniknął za pokrywą drzew,zerknęłam na Charliego.
-Charlie,a czy Jacob poznał Lindsay?-spytałam ostrożnie,rozglądając się.Co prawda moją siostrę nie interesowały sprawy sercowe,ale zapewne gdy ujrzałaby Jacoba,odmieniłby się jej gust.Nie chciałam tego,ponieważ pierwszy raz w życiu poczułam,że chcę kogoś poznać w takim sensie.
-Nie,zanim Jacob do nas dotarł,usłyszała,że jej komórka dzwoni.I jeszcze nie zeszła.Naprawdę aż tak się zamyśliłaś?-spytał podejrzliwie Charlie.Ja tylko wzruszyłam ramionami i pożegnałam się z Billym.
-Do zobaczenia.-rzuciłam na odchodne i pokonałam pierwszy stopień kierujący na werandę.
-Pewnie gdy ujrzała Jacoba nie mogła oderwać od niego wzroku.To widać,Charlie.-usłyszałam tylko jak Billy powiedział i poczułam,że moje policzki robią się szkarłatne.Szybim i tanecznym krokiem weszłam do domku.
***
-Bez wybryków,dobrze?Wierzę,że jesteście grzecznymi dziewczynkami,ale pamiętajcie-Billy znajduje się tuż obok.-ostrzegł nas palcem Charlie,gdy siedzieliśmy wszyscy w saloniku.Już dawno zapadł zmrok,a ja chciałam jeszcze coś pozwiedzać.Z tego wszystkiego zapomniałam,którego dzisiaj mamy.
-Jaki dzisiaj dzień tygodnia?-spytałam,zupełnie oderwana od rozmowy Charliego z Lindy.Zerknęli na mnie.
-Jutro idziecie do szkoły.Wiem,wiem,że jest już październik.Ale rozmawiałem z dyrektorem małej szkoły w La Push i powiedział,że z chęcią was przyjmie.Ty,Lindsay.-zwrócił się do siostry.-Będziesz chodzić do liceum w Forks.Dostaniesz stary samochód Belli.Wierzę,że dasz sobie radę bardziej niż młodsza Allie,więc dojedziesz ten kawałek.Dasz radę?-w tym samym momencie mężczyzna wyjął z kieszeni kurtki policyjnej kluczyki.Wręczył je Lindy,której oczy zabłysły wesoło.
-To nie fair.-burknęłam,odwracając głowę w stronę okna.Pociągnęłam nosem.Charlie zaśmiał się.
-Alice,przykro mi,ale o Ciebie babcia kazała mi najbardziej uważać.Jesteś jeszcze młoda.A Lindy da sobie radę.I zapewne będzie szczęśliwsza,gdy przy jej boku nie będzie kręcić się młodsza siostra.-zerknął na Lindy,która z łobuzerskim uśmieszkiem potakiwała.-Gimnazjum jest niedaleko,będziesz jeździła z Jacobem.-oznajmił pod koniec,a moje serce podeszło mi do gardła.Jak mogłam dłużej tłumić w sobie okrzyk szczęścia?!Oddychałam głęboko.Na szczęście ani Lindsay,ani Charlie tego nie zauważyli.Charlie wstał ze skórzanego fotelu.
-No,dobrze.To ja już jadę.Uwarzajcie na siebie.A ty,Allie,pilnuj się Jake'a.Lindy-uważaj na drodze.I życzę wam wesołego przywitania w szkołach.Dobranoc.-rzekł,stając na progu drzwi.Zerknęłam na niego z ciepłym uśmiechem.
-Dobranoc,Charlie.-odrzekłyśmy razem z Lindy,kiedy mężczyzna wyszedł z domu.
-Widzisz,mi Charlie ufa bardziej!-pokazała mi język siostra i rzuciła się do schodów.
-Wcale nie!-krzyknęłam tylko i zaśmiałam się cicho.Miałam ochotę na szybki prysznic.Aby jak najszybciej zaczął się ten dzień!Biegiem ruszyłam ku łazience.
***
Jakim szczęściem było przeprowadzenie się tutaj...Jutro poznam go we własnej osobie!Zapytam go,co go interesuje.Po szkole wejdziemy razem do tego samego samochodu.Będzie mnie pytał co w szkole,uśmiechnie się tak samo.Musi być wspaniale i będzie!Przeczesałam ostani kosmyk włosów i ułożyłam szczotkę na półce.Powędrowałam do swojego łóżka,zgaszając lampkę.Długo nie mogłam zasnąć.Byłam za podekscytowana.W końcu zerknęłam na las i zagłębiłam się w nim.Po półgodzinnym rozmyślaniu nad swoim życiem i oczywiście jutrzejszym dniem,zmużył mnie sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz