-Coś nie tak?-zapytałam zaspale i wstałam z miejsca,aby podejść do szafy.Lindy zerknęła na mnie.Widać było,że powstrzymuje się od śmiechu.Zmarszczyłam nos i westchnęłam.
-No mów.-mruknęłam,powracając do poszukiwania jakichś normalnych ubrań.Dziewczyna zachichotała pod nosem i jak gdyby nigdy nic usiadła na moim łóżku.
-Przyniósł cię ten Jake.To dziwnie,ale dopiero teraz pierwszy raz się widzieliśmy!I wiesz co?Wyglądałaś tak śmiesznie!-zaśmiała się wesoło,a zarazem donośnie.Przerwałam swoją czynność i oniemiała spojrzałam na nią.Jak to?!Zaniósł mnie normalnie przez drzwi?!Starałam opanować emocje jakie we mnie wezbrały i uśmiechnęłam się niemrawo.
-Kontynuuj.-zachęciłam ją,wyjmując z szafy szarawy t-shirt i dżinsowe rurki.Lindsay podeszła do mojej toaletki i wygrzebała z szafki czarny,koralikowy naszyjnik.
-To będzie pasować.-uśmiechnęła się delikatnie.-No,ten Jake nawet przystojny..-widząc moje złowrogie spojrzenie,zaśmiała się ponownie.-Przestań,nie jest w moim typie.Jak na 16-latka to jest całkiem umięśniony...Chodzi na siłkę?Nie ważne.Posłuchaj,był taki jakiś dziwny...Powitałam go z uśmiechem,a on tylko spojrzał na mnie,wykrzywił usta w jakiś grymas i od razu zaniósł cię do twojego pokoju.Zaproponowałam mu herbatę,a on nawet się nie pożegnał i uciekł.Może się mnie przestraszył?-parsknęła donośnym śmiechem,jednak mi nie było wesoło.Coś się stało.No bo Jake tak się nie zachowywał...Uśmiechnąłby się,pogadał...Uśmiechnęłam się niezgrabnie,poczym wyszłam z ubraniami do łazienki.Lindy również wyszła,tylko,że na dół.Zapewne chciała zrobić nam śniadanie.
***
-Gdzie idziesz?-spytała mnie siostra przy śniadaniu,akurat jak brałam do ust ostatnią łyżkę czekoladowych płatków.Nie słuchałam jej,byłam za bardzo zajęta tymi dziwnymi myślami.Koszmar,później dziwne zachowanie Jacoba...Coś było nie tak.I to mnie strasznie dręczyło.
Lindsay nachyliła się nade mną i pomachała mi przed nosem ręką z zabawnym wyrazem twarzy.
-Hey,Houston,tutaj Lindy!-zaśmiała się donośnie,biorąc swoją miskę po płatkach i wkładając ją do zlewu.Zamrugałam nieprzytomnie powiekami i uśmiechnęłam się od niechcenia.Wcale nie było mi wesoło.Wręcz przeciwnie.Czułam się smutno i źle.Westchnęłam i odłożyłam pustą miskę do zlewu.
-Dzięki...-wymamrotałam i biorąc w rękę moją kurtkę,miałam zamiar wyjść z domu.Powstrzymała mnie siostra.
-Hej,gdzie idziesz?-spytała,opierając się niedbale o framugę drzwi do kuchni.Przygryzłam delikatnie wargę ze zdenerwowania.
-Idę...Na spacer.-odetchnęłam z ulgą.Dziewczyna pokiwała głową i oczywiście,pobiegła do salonu oglądać durne programy muzyczne.
Wychodząc na chłodnawe powietrze.,poczułam się nieco lepiej.Taki orzeźwiający spacer dobrze mi zrobi.Poza tym,musiałam pogadać z Jacobem.Te dziwne zachowanie to naprawdę była poważna sprawa.A może ja dramatyzuję?Przecież miał prawo być skrępowany!Niósł mnie na rękach i nagle siostra go zobaczyła.A on nawet nie miał koszulki!Puknęłam się w czoło.
-Ale ze mnie idiotka.-mruknęłam do siebie pod nosem i uśmiechnęłam się delikatnie.Nawet nie zauważyłam,jak stałam pod domem Blacków.Zapukałam kilka razy i stanęłam przed drzwiami z uśmiechem na ustach.
Otworzył mi Billy,co bardzo mnie dziwiło.
-Dzieńdobry Billy!Jest Jake?-spytałam retorycznie,chociaż wiedziałam,że zawsze ma dla mnie czas.Mężczyzna przyjrzał mi się tak jakby z troską i współczuciem,poczym pokręcił głową.
-Nie ma go...Sam chciał z nim pogadać.-odparł bez skrępowania.-Wybacz,jestem bardzo zajęty.Do zobaczenia Allie.-wręcz bezczelnie zamknął mi drzwi przed nosem.Pokręciłam głową z niedowierzaniem!Co się dzieje?!Przecież...Przecież zawsze w sobotę Jake miał dla mnie jak najwięcej czasu!Westchnęłam i odwróciłam się na pięcie.Miałam zamiar pójść w las,może przypadkiem go ujrzę.Starałam się nie panikować na siłę.Możliwe,że coś jest nie tak i Sam wezwał go niespodziewanie,a Jake nawet nie miał czasu mnie o tym powiadomić.Wszystkie opcje są możliwe,jednak dla mnie najbardziej istotna była ta pesymistyczna-że Jacob nie ma dla mnie czasu specjalnie.Może już mu się znudziłam?Nie,nie brałam tego pod uwagę.Kochał mnie,a ja jego.Wreszcie wkroczyłam do mrocznego i dosyć wilgotnego od nocnego deszczu lasu.Ciszę przerywały odgłosy łamanych gałęzi i trzepot skrzydeł fruwających nad moimi głowami ptaków.Nie czułam się tu bezpiecznie bez Jacoba.Jednak postanowiłam brnąć w to dalej."Chciałaś iść na spacer,to teraz masz!"-ganiłam siebie w myślach.Przełknąwszy ślinę,stawiałam ostrożne,małe kroczki.Poznawałam tę część lasu.To tutaj Jake pierwszy raz się przy mnie zmienił.Na samo wspomnienie tej radosnej chwili na moje usta wpełzł wesoły uśmiech.Znalazłam nawet ten kamień,na którym siedziałam,czekając na mojego lubego.Skierowałam swój chód bardziej na prawo,kiedy doszły mnie czyjeś słabe,a zarazem donośne głosy.Musiała być to rozmowa dwóch mężczyzn.Umysł kazał mi zawrócić,jednak moje nogi dalej szły w tamtą stronę.Serce podeszło mi do gardła,kiedy wreszcie ich ujrzałam.Dwóch śniadych mężczyzn stojących przed sobą i patrzących sobie w oczy.Jake i Sam.Przełknęłam ślinę i skryłam się za wysokim konarem,zasłaniającym całe moje ciało.Stąd miałam najlepszy widok i wszystko dokładnie słyszałam.
-Opowiedz to jeszcze raz,spokojnie.-rzekł Sam,przenosząc ciężar ciała na drugą nogę.
Jacob westchnął i spuścił wzrok.
-Alice zasnęła w moich ramionach,więc zapukałem do drzwi jej domu,aby ją odnieść.Otworzyła mi siostra Allie,Lindsay.Nigdy wcześniej jej nie widziałem,jakieś zrządzenie losu,ale Alice opowiadała mi o niej dużo.Wtedy...Wtedy to się stało.Zakochałem się w Lindsay.Wpoiłem się w niej.Na wieczność...-wyszeptał drżącym głosem Jake,ale do mnie nadal to nie docierało.Wpojenie,zakochanie...Co to było?!Następny koszmar?!Może ja jeszcze się nie obudziłam?!Oddychałam głęboko,ale to nic nie dało.Moje serce biło o wiele za szybko,mój oddech był nierówny i płytki.Nogi zrobiły się jak z waty cukrowej,nie czułam kończyn.Nic do mnie nie docierało,oprócz tych słów."Zakochałem się w Lindsay.Wpoiłem się w niej.Na wieczność...".Wszystko było tak dalekie...Rozmazane.Wszystko zniknęło.Poczułam,jak moje ciało obija się o coś twardego.Nagle ciemność.Albo zasnęłam,albo to już koniec.Nie miałam czasu na rozmyślania.Moje ciało znieruchomiało.
"Zakochałem się w Lindsay.Wpoiłem się w niej.Na wieczność..."
Okropne wpojenie! Zawsze musi wszystko zniszczyć. Biedna ona jest... Ale rozdział i tak mi się bardzo podoba :) Mam nadzieję, że jakoś im się ułoży...
OdpowiedzUsuńPoza tym na milosc-jacoba pojawił się nowy rozdział pt."Inny gatunek".
Serdecznie pozdrawiam ;*
Mona_
Twój blog został rygorystycznie oceniony pod nr 4005.
OdpowiedzUsuń